February 25, 2010

Hot pink.

Ostry róż, neonowy żółty, "baby blue"- to kolory które tej wiosny na pewno zasilą moją, dość szaro-burą, garderobę. Tym razem żarówiastą spódnicę z marszczonego materiału połączyłam z t-shirtem w paski i moją ukochaną marynarką w kropki. Odziedziczyłam ją po mojej Mamie, która stwierdziła że jest już niemodna. Do tego szalik w panterkę z tajskiej bawełny, tak żeby nie było zbyt jednolicie:) I wysokie kozaki które od czasu roztopów znów mogę nosić bez ryzyka poważnych uszczerbków na zdrowiu. A teraz idę napawać się wizją wyjątkowo miłego weekendu który mnie niebawem czeka. Mam nadzieję że Wasz również będzie udany!
PS. Panie i panowie, konkurs wygrywa Magda, występująca pod nickiem Magmarta. Bardzo dziękuję za wszystkie prace, świetnie się je czytało!

English version: Hot pink, neon yellow, baby blue- I'm mad about these colors at the moment. This time I've matched a pink H&M skirt with striped tee and my beloved polka dotted jacket. I've inherited it from my Mum, somehow she finds it out of fashion. Plus a leopard printed scarf- just in case if it was too plain:) Since the snow has finally melted, I can wear my overknee boots wihout the risk of twisting my ankle. And hey, I have some exciting plans for the weekend- hope you'll be having good time too!









skirt- H&M
t-shirt- second hand
jacket- Monnari
scarf- bought in Thailand
boots- River Island
bag- Zara
ring- Topshop

February 23, 2010

Creme de la creme

Niedziela była jednym z pierwszych ciepłych dni od bardzo dawna, poszliśmy więc wyprowadzić na spacer mój nowy kombinezon. Jest tak uroczy, że nie mogłam zostawić go w sklepie. Do tego jest w kropki, które od jakiegoś czasu odkrywam na nowo. Snując się po ulicach Krakowa dotarliśmy do Collegium Maius- od razu przypomniał mi się pewien deszczowy czerwcowy dzień. Ku uciesze turystów zrobiliśmy zdjęcia przy dźwiękach Gaudeamus Igitur i poszliśmy dalej. Zdecydowanie zaczyna pachnieć wiosną! Nie wiem czy kojarzycie ten charakterystyczny zapach mokrej ziemi- dla mnie zawsze jest pierwszym zwiastunem wiosny i zapowiedzią przyjemnego ciepełka. Mam dużo energii i sporo nowych pomysłów- mam nadzieję że przynajmniej część z nich uda mi się zrealizować i będę się tu mogła nimi pochwalić:)
Ale co ja tu o wiośnie skoro cały świat mody żyje już London Fashion Week. Miłośnikom warstw i leśnych klimatów polecam jesienną kolekcję Topshop Unique- taką kudłatą torbę mogłabym nosić niezależnie od pory roku!

English version: Last Sunday was one of the very few warm days lately so we went for a walk or rather we walked my new jumpsuit (like a dog, you get the idea :) It is so cute I just couldn't stand the thought of leaving it all alone in the store. On top of that, it has dots all over it and from quite some time now I have been really into dots. Wandering the streets of Cracow we got to the Collegium Maius and instantly I had a recollection of certain rainy day in June. To the amusement of some tourists we took pictures accompanied by the sounds of Gaudeamus Igitur and then continued our little trip. Spring is definitely in the air! I don't know whether you are accustomed with that very specific smell of wet ground but for me it is always a first harbinger of the coming Spring . I am full of energy these days and I feel very creative, hopefully I will be able to develop at least some of my ideas and share them with you once they're completed :) Spring aside, all the world is talking about now is the London Fashion Week. To those of you who are lovers of layering and woods I recommend the autumn collection of Topshop Unique - a fluffy bag such as this one I could wear all year round!/by Riennahera












cardigan- second hand
boots- Queen's Wardrobe
jumpsuit- bought in Thailand
bag- Aldo
hat- made by Olga's grandma
ring- Topshop

I jeszcze jedno- bardzo dziękuję Animizacji za portret, który ląduje w moim awatarze.


February 18, 2010

Pattern play.

Jedne z moich większych wiosennych obsesji to żywe kolory i miksowanie wzorów. Podobają mi się zestawienia o których kilka miesięcy temu powiedziałabym że nic w nich do siebie nie pasuje. Szaleństwo:) Na razie mieszam wciąż jeszcze zimowo- sukienkę w kwiaty noszę z grubym męskim swetrem w czarno-biały drobny wzór. Niecierpliwie czekając na wiosnę oglądam wzorzyste kolekcje Miu Miu, Tory Burch, Clementsa Ribeiro (zwłaszcza ten zestaw!), Louise Gray , Chrisa Benza (świetne kombinacje kolorowych grochów) i Emanuela Ungaro. Inspirująca jest także nowa jesienna kolekcja nowojorskiego Suno. Zostawiam Was z tą masą zdjęć do oglądania i wracam do moich notatek- to straszne uczucie dopiero zaczynać sesję, podczas gdy wszyscy już ją dawno mają za sobą!
PS I nie przegapcie nowego trendu- pseudobandaży na kolanach. Następny będzie uroczy gips na kostce:)

English version:
For spring some of my intense obsessions are vivid colours and mixing of patterns. The sets that few months ago I would dismiss as absolutely mismatched now I actually adore. This is madness :) For now I am still mixing according to the winter weather - I wear my floral dress with a warm men's sweater with black and white pattern. I am anxiously waiting for spring to come and in the meantime I am
browsing through the pictures of the patterned collections by Miu Miu, Tory Burch, Clements Ribeiro (especially this outfit!), Louise Gray, Chris Benz (with amazing combinations of multicoloured polka dots) and Emanuel Ungaro. The new autumn collection by the New York based Suno is just as inspiring. I leave you with the pictures and I am back to my revision - it is really horrible to start exams when everyone is
already done with them!
P.S. Don't miss the new trend - the (kind of) bandaged knees. I guess the next big thing is going to be a plastered ankle :
)/by Riennahera








dress- bought in Thailand
sweater- Zara men
blouse- Jaqueline Riu
wedges- Queen's Wardrobe
bag- Zara
scarf- H&M

February 15, 2010

One night in Bangkok.

Nie wiem od czego zacząć- Tajlandia jest tak różnorodnym i tak egzotycznym dla mnie krajem, że naprawdę ciężko ją w kilku słowach opisać. Bangkok to mieszanina wysokich szklanych apartamentowców i slumsów. Północ kraju to miejsce gdzie w wysokich górach wciąż można spotkać prymitywnie żyjące plemiona, a południowe wyspy to raj na ziemi. Mają super zwierzęta- kochane słonie, tapiry i lori- najsłodsze futrzaki na świecie . Tylko jedzenie niezbyt mi smakowało. Właściwie to nie smakowało mi w ogóle, wszystko jest albo mdło-słodkawe albo strasznie ostre (owoce o zapachu gnijącego mięsa- duriany czy chipsy o smaku ryby są na porządku dziennym) . Jestem za to bardzo pozytywnie zaskoczona jakością ubrań- spodziewałam się szmatławych koszmarków w stylu allegrowego "japan style" a zastałam ręcznie robione swetry i porządną, gęsto tkaną bawełnę. Prezentacja wkrótce:)

English version: I don't know where to start- Thailand is such a diverse and exotic place that you really can't describe it in just a couple of words. In Bangkok you have the skyscrapers next to slums. Northern part of the country is where you can still meet the primitive tribes living among the mountains and the Southern islands are a paradise on earth. They have marvelous animalns there- lovable elephants, tapirs and lori- the cutest furries in the world. The only downside was the food that I did not enjoy at all, everything is either blandly sweet or awfully spicy (durians- fruits that smell of rotten meat or fish flavoured chips are their daily snacks. On the other hand I'm positively suprised with the quality of clothing. I expected something rather kitschy and cheap but found handmade sweaters and densely woven cottons. The presentation will follow soon:)/by Riennahera

















shorts- American Apparel
t-shirt- bought in Thailand
bag- Stradivarius
dress- Sonia Rykiel for H&M

February 10, 2010

Let's do the laundry!

Jestem z powrotem! Było cudownie, Tajlandia jest przepiękna. Dzisiejszy post to tylko zapowiedź obszerniejszej fotorelacji- żółta dmuchana kaczka i moje nowe buty mają za zadanie jedynie rozbudzić ciekawość;). Zdjęcia pochodzą z południowych wysp, na które udało mi się pojechać na kilka ostatnich dni mojego pobytu, oraz z ogrodu orchidei. Poza pięknymi widokami w Tajlandii są niesamowicie mili ludzie, najostrzejsze jedzenie jakie w życiu jadłam i niewiarygodne upały. Te ostatnie udało mi się przetrwać głównie dzięki cytrynowemu topowi z zamkiem (widoczny pod sukienką na drugim zdjęciu). Noszony do cienkich koszul i sukienek sprawdzał się nawet przy najwyższych temperaturach. A skoro już mowa o niezawodności to miło mi ogłosić że dziś na moim blogu startuje konkurs. Pewnie każdy z Was ma jakiś niezawodny strój, taki który sprawdza się w każdej sytuacji. Przez następne dwa tygodnie, do 23 lutego, czekam na ich opisy w komentarzach pod tym postem (pamiętajcie aby zostawić swój adres emailowy) lub w mailach przysyłanych na adres joanna.glogaza@gmail.com. Forma jest dowolna, liczę na Waszą kreatywność:)
24 lutego wybiorę jeden z nich, a jego autor zostanie nagrodzony pralką Amica Navigator. Moda modą, ale ciuchy prać gdzieś trzeba:) Zapraszam więc do wzięcia udziału w konkursie i czekam na opisy.

English version: Here I am, back in Cracow. The trip was amazing, Thailand is gorgeus. Today's post is just a declaration of a larger photostory - my new shoes along with the yellow duck are only for your curiosity. The photos were taken on one of the southern islands where I spent my last few days in Thailand, and in the Orchid Gardens. The country is famous not only for its wonderful lanscape - also very nice and kind people, unbelievable heat and the most spicy food ever. PS Today I'm running a giveaway on my blog, but unfortunately it's only for polish people. Sorry guys:)