I've been looking for a pair of simple black boots since the beggining of a fall. I couldn't find anything nice, so I became desparate and was ready to order a pair from an online shop (although I hate buying shoes online).I've been thinking about these Head Over Heels boots or this Topshop pair. Finally I've bought these riding-ispired boots in Aldo and I really love them! Czarnych, uniwersalnych botków na jesień szukałam chyba już od sierpnia. Powoli zaczęłam się zniechęcać, bo ze wszystkimi parami które oglądałam było coś nie tak. Albo były na niezgrabnym, klockowatym koturnie, albo zrobione z zamszu (czyli do wyrzucenia po pierwszym śniegu), albo miały sto innych mankamentów . Byłam już na tyle zdesperowana, że rozważałam zakup w którymś z internetowych sklepów, mimo całego ryzyka które wiąże się z kupowaniem butów online ( i mimo tego że nie znoszę czekać na przesyłkę!). Zastanawiałam się między innymi nad tą parą z Topshopu i tą z Head Over Heels. Na szczęście wczoraj wpadło mi do głowy żeby zajrzeć do Aldo i znalazłam tam moją parę idealną. Podoba mi się w nich wszystko, od inspiracji sztybletami zaczynając, na kształcie obcasa kończąc. Jedyną wadą jest dość twarda skóra, ale mam nadzieję że szybko się rozchodzi.
I don't know if it's just me being weird or if others are like this as well, but some clothes can change my attitude to life. One of such items is the beige coat I got at Zara's kids department. Before I would most often wrap myself in the massive Stradivarius sweater and a hoodie that would make me feel as I was still in bed under my quilt. Since I'm wearing my new coat, tailored and quite feminine, I feel more organised and in order. I make it to the lectures, I'm not falling asleep during seminars, I reply to the emails promptly and I don't think I have lost anything this week. Yesterday I was on my way to the afternoon class when Karol called me and asked whether I would like to take some pictures. I would, of course, and with my newly well-organised life I managed to meet him on time, take some photo and then go to the class. I was wearing plain black skinny jeans, silk frilled blouse and handmade sweater from Thailand. Delicate silks worn with cable knitting are never going to bore me. But it was the sweater that made me come back to reality.I went back home feeling pleased with myself and in good mood. That was until I got an email with the photos. It's not that there's anything wrong with them, Karol is a great photographer and I'm planning to drag him out to take some photos as often as he'll feel like it. I just realised that no coat can ever make me well-organised. As you can seein the last picture, I spend half a day wearing my sweater inside out. My only hope is that this trend will catch on and in a week everybody in Cracow will wear sweaters this way!/translation by Riennehera
Nie wiem czy to tylko moje dziwactwo, czy może ktoś jeszcze też tak ma, ale są ubrania które potrafią zmienić moje nastawienie do życia. Tak właśnie było z beżowym płaszczem, który kupiłam w dziecięcym dziale Zary. Wcześniej najczęściej chodziłam opatulona w wielkie swetrzysko ze Stradivariusa, z kapturem na głowie, tworząc sobie iluzję ciepłej kołdry i miękkiej poduszki. Od kiedy noszę mój nowy płaszcz, w miarę kobiecy i w miarę dopasowany, czuję się jakoś bardziej poukładana i ogarnięta. Chodzę na wykłady, nie przysypiam na ćwiczeniach, szybko odpisuję na maile i chyba nawet nic w tym tygodniu nie zgubiłam. Wczoraj wybierałam się właśnie na popołudniowy wykład, kiedy zadzwonił do mnie Karol, mówiąc że jest w centrum i czy nie miałabym czasem ochoty na jakieś zdjęcia. Oczywiście że miałam, do tego w moim nowym poukładanym życiu zdążyłam dotrzeć na miejsce na czas, zrobić kilka zdjęć i jeszcze spokojnie dojść na zajęcia. Miałam na sobie zwykłe czarne rurki, jedwabną koszulę z falbanami i ręcznie robiony sweter, który przywiozłam z Tajlandii- delikatne jedwabie i swetry o grubych splotach to połączenie które chyba nigdy mi się nie znudzi.
I to właśnie ten sweter sprowadził mnie na ziemię. Wróciłam do domu zadowolona z siebie i dobry humor trzymał się mnie, dopóki nie odebrałam maila ze zdjęciami. Nie chodzi o to że mam do nich jakieś zastrzeżenia- Karol jest świetnym fotografem i zamierzam wyciągać go na zdjęcia tak często, jak tylko będzie miał na to ochotę. Po prostu dotarło do mnie że żaden płaszcz nie jest w stanie poskromić mojego roztrzepania. Jak możecie zobaczyć na przedostatnim zdjęciu, spędziłam pół dnia w swetrze włożonym na lewą stronę. Jedyna nadzieja w tym, że Kraków podchwyci nowy trend i za tydzień wszyscy będą tak chodzić!
coat- Zara Kids silk shirt- vintage sweater- hand made from Thailand jeans- H&M shoes- Topshop
The brown boots from Bronx were delivered right in time as I have some issues with my ankle again and I am doomed to wear flats just now. There are advantages to this since I am able to move much quicker. Now I can get to tram in five instead of eight minutes so there's a minute left to finish my tea and two to spare on checking my Facebook (I still cannot believe how many people can be online at 7.30 am). But to be fair I am more and more convinced that life without heels is not worth living. Whatever I'd wear it still feels too casual. On the other hand when I'm wearing for example my light pink Carvela heels I always feel dressed up, even if the rest of the outfit consists of just jeans and a sweater. It's not to say I like to feel this way everyday, I just like having a choice and my ankle is taking it away from me. Fortunately only for a little while.
To end this deep stream of thoughts on injured ankles and morning rituals, I wanted to mention my jacket. I love it because it's soft (I hate stiff jackets!) and at the same time it's not baggy. Combined with the boots it introduces my favourite summer dress into the autumn season. And remember - watch your step!/translation by Riennahera
Brązowe kozaki z Butyku przyszły w idealnym czasie- znów odezwały się moje problemy z kostką, więc chwilowo jestem skazana na płaskie buty. Ma to swoje zalety- szybciej się poruszam i czas dotarcia do tramwaju skraca się z ośmiu do pięciu minut, co daje mi dodatkową minutę na dopicie herbaty i kolejne dwie na sprawdzenie Facebooka (wciąż nie mogę uwierzyć w to ile osób potrafi być online o 7.30 rano). Jednak tak naprawdę tylko utwierdzam się w przekonaniu, że życie bez obcasów nie ma sensu- czego bym na siebie nie włożyła, i tak czuję się "domowo". Z kolei w takich na przykład bladoróżowych szpilkach z Carveli zawsze czuję się "wystrojona", nawet jeżeli oprócz nich mam na sobie dżinsy i sweter. Nie chodzi o to, że codziennie mam ochotę na tę drugą opcję- po prostu lubię mieć możliwość wyboru, a moja lewa kostka skutecznie mnie tego pozbawia- na szczęście tylko okresowo. Kończąc ten głęboki wywód o skręconych kostkach i porannych rytuałach, chciałam jeszcze napisać słowo o mojej marynarce. Uwielbiam ją za to że jest miękka (nie znoszę sztywnych marynarek!), ale przy tym nie wygląda workowato. Razem z kozakami wprowadza moją ulubioną letnią sukienkę w jesienny klimat. I jeszcze jedno-patrzcie pod nogi!
dress- Mango jacket- vintage boots- Bronx from Butyk bag- Fiorelli
Hey guys! They say change is good, so today I'd like to present you my new project- Glam Stories. Enjoy our little trailer and stay tuned to see more, this time also in English! Jak to mówią, zmiany są dobre, więc dzisiaj przedstawiam Wam zwiastun Glam Stories (gdybyście kiedyś potrzebowali nazwy do projektu związanego z modą, możecie śmiało się do mnie zgłaszać- mam jakieś trzysta w zapasie; to wszystkie te które wymyśliliśmy, ale w końcu ich nie wykorzystaliśmy). Ważna jest przede wszystkim nowa forma, ale i treść będzie innego rodzaju- zresztą sami zobaczycie, kiedy ukaże się pierwsza część. Oprócz tego w zadbałam w końcu o moich zagranicznych czytelników- pojawią się napisy w języku angielskim. Życzę Wam miłego oglądania i biegnę na zajęcia z... socjologii zmian społecznych!
Siedzę przeziębiona pod kocem, jem maliny i piję herbatę- oglądając te zdjęcia ciężko mi uwierzyć że jeszcze w zeszły weekend było ciepło i słonecznie. Podobno teraz czeka nas już tylko śnieg, mróz, zamieć i generalnie zima stulecia. Jakby tego było mało, mój zestaw z dzisiejszego postu jest wyjątkowo pechowy. Po pierwsze, rudą jedwabną bluzkę zaraz po zrobieniu zdjęć wymazałam tłustym pesto i nie jestem pewna czy uda mi się kiedykolwiek pozbyć tych plam. Zdążyłam ją założyć może dwa razy, do tego uwielbiam jej kieszonki i podpinane rękawy, więc mocno trzymam kciuki za możliwości pralni chemicznej. Po drugie, zepsuło mi się zapięcie w torebce. Muszę jednak przyznać że Parfois stanęło na wysokości zadania, moja pierwsza w życiu reklamacja przebiegła błyskawicznie. Po trzecie, cała ta niedziela pełna była dziwnych zdarzeń, od rozbitych lamp błyskowych zaczynając, na wężu w pudełku po butach kończąc. Mimo tych wszystkich małych tragedii zdecydowanie zaliczam dzień do udanych- dobrze się bawiłam, no i powstał jesienny lookbook Mulholland Drive, który możecie zobaczyć tu. Nawet stłuczone kolano koleżanki nie bolało już tak bardzo, kiedy okazało się że jest trendy.
English version: I spent my last Sunday hanging out with my friends in Kazimierz, a former jewish district in Cracow. We worked on Mulholland Drive fall lookbook, you can check it out here. There were some accidents (don't worry, my friends knee stopped hurting when we found out that it's trendy), but we definitely had fun. I was wearing a silk Mango blouse, black skinnies and my favourite hat.
Z okazji swoich dziesiątych urodzin Mango zrobiło dzisiaj imprezę w Galerii Kazimierz. Tak tak, dobrze przeczytaliście, w Krakowie, nie w Warszawie- niesamowicie mnie cieszy że u nas też zaczyna się coś dziać, wielkie dzięki dla organizatorów. Gościem specjalnym była Gala Gonzalez, hiszpańska bloggerka znana Wam pewnie wszystkim z Inside Am-Lul's Closet. Na żywo jest chyba jeszcze ładniejsza niż na zdjęciach, no i bardzo podobało mi się to co mówiła- o Mango, o swoim blogu, o stylu i modzie jako takiej. Rzadko spotykam tak inspirujące osoby. Razem z Galą przyjechał do Polski Marc, założyciel i projektant nowozelandzkiej marki o genialnie chwytliwej nazwie Stolen Girlfriends Club. Opowiedział mi o pracy nad kolekcjami, o romantycznej historii pochodzenia nazwy i o Nowej Zelandii. Było naprawdę świetnie, oby więcej takich wydarzeń w Krakowie!
English version: Today I attended Mango 10th anniversary party. The special guest was a beautiful spanish blogger Gala Gonzalez. It was so nice to meet her, she's got loads of charm. Gala came with her friend, Marc from Stolen Girlfriends Club. I'd heard about his brand some time ago and I'd been following their collections, so I it was really exciting to chat with him about his work, New Zealand, polish beer and many other things