Dzisiaj dotarły do mnie wyczekiwane JC Lity- fenomen blogosfery kilku ostatnich miesięcy. Dobrze pamiętam jak na początku wcale mi się nie podobały, później zobaczyłam je w kilku dobrych stylizacjach i doszłam do wniosku że jednak coś w sobie mają, aż w końcu zaczęły pojawiać się wszędzie i zupełnie mi się znudziły. Właściwie nie mogłam już na nie patrzeć, aż nagle...okazało się że wszędzie są wykupione, na eBayu osiągają kosmiczne ceny i są praktycznie nie do zdobycia. Wtedy nastąpił kolejny zwrot, udzieliło mi się litowe szaleństwo i stwierdziłam że moja szafa nie może bez nich dłużej istnieć, więc jak tylko dostałam maila od Solestruck, że Jeffrey Campbell zrobił "dodruk", bez zastanowienia złożyłam zamówienie. Jak się okazało, dobrze zrobiłam, bo rozeszły się praktycznie na pniu. Wybrałam wersję zamszową, bo wydają mi się delikatniejsze, o ile w stosunku do tych butów w ogóle można użyć słowa "delikatny". Długi okres oczekiwania i konieczność zapłacenia cła i podatku trochę ostudziły mój zachwyt, ale o wszystkich niedogodnościach zapomniałam, kiedy tylko włożyłam je na nogi. Są idealnie wyprofilowane, zupełnie nie czuć że chodzi się w butach na obcasach (i to na takich obcasach!), no i pasują mi prawie do wszystkiego. Jestem z nich tak zadowolona, że nie przeszkadza mi zupełnie, że podobnie jak dziesiątki blogerów na całym świecie dałam się wkręcić w wielką, samonapędzającą się konsumpcyjną machinę Jeffreya Campbella- wręcz przeciwnie, jestem pełna podziwu dla ich działu marketingu.




shoes- Jeffrey Campbell Lita via Solestruck



























