January 31, 2011

There's a fire starting in my heart

After ages of waiting , I finally got my JC Litas today! The phenomenon of these boots is incredible and they are definitely a love or hate type of shoes. I think the secret it's that they're hardly available, out of stock almost everywhere- we always want things we can't have. But still, there must be something special about them if they get sold out so fast! Anyway, the Jeffrey Campbell marketing team should be proud of itself. What's most important, they're really super comfortable and I just can't wait to wear them tomorrow!

Dzisiaj dotarły do mnie wyczekiwane JC Lity- fenomen blogosfery kilku ostatnich miesięcy. Dobrze pamiętam jak na początku wcale mi się nie podobały, później zobaczyłam je w kilku dobrych stylizacjach i doszłam do wniosku że jednak coś w sobie mają, aż w końcu zaczęły pojawiać się wszędzie i zupełnie mi się znudziły. Właściwie nie mogłam już na nie patrzeć, aż nagle...okazało się że wszędzie są wykupione, na eBayu osiągają kosmiczne ceny i są praktycznie nie do zdobycia. Wtedy nastąpił kolejny zwrot, udzieliło mi się litowe szaleństwo i stwierdziłam że moja szafa nie może bez nich dłużej istnieć, więc jak tylko dostałam maila od Solestruck, że Jeffrey Campbell zrobił "dodruk", bez zastanowienia złożyłam zamówienie. Jak się okazało, dobrze zrobiłam, bo rozeszły się praktycznie na pniu. Wybrałam wersję zamszową, bo wydają mi się delikatniejsze, o ile w stosunku do tych butów w ogóle można użyć słowa "delikatny". Długi okres oczekiwania i konieczność zapłacenia cła i podatku trochę ostudziły mój zachwyt, ale o wszystkich niedogodnościach zapomniałam, kiedy tylko włożyłam je na nogi. Są idealnie wyprofilowane, zupełnie nie czuć że chodzi się w butach na obcasach (i to na takich obcasach!), no i pasują mi prawie do wszystkiego. Jestem z nich tak zadowolona, że nie przeszkadza mi zupełnie, że podobnie jak dziesiątki blogerów na całym świecie dałam się wkręcić w wielką, samonapędzającą się konsumpcyjną machinę Jeffreya Campbella- wręcz przeciwnie, jestem pełna podziwu dla ich działu marketingu.

shoes- Jeffrey Campbell Lita via Solestruck

January 29, 2011

Many dreams come true and some have silver linings

I'm in love with my new grey dress from Stylesofia- it brings something really refreshing into my closet, but it's also 100% me at the same time. The idea of adding a drapped piece of fabric to a simple jersey dress is just brilliant! I also finally found a perfect pair of nude heels- classic, but with a little twist and, what's most important, really walkable. Can't wait for the snow to melt- I want to wear them without a risk of destroying them...or twisting my ankle.

Uwielbiam moją nową sukienkę ze Stylesofia-wnosi coś zupełnie nowego i świeżego do mojej szafy, ale jednocześnie czuję się w niej w stu procentach sobą. Ktoś wpadł na genialny w swej prostocie pomysł, żeby do prostej bawełnianej sukienki doszyć udrapowany kawałek materiału. Do tego w końcu znalazłam idealne beżowe szpilki- są klasyczne, ale dzięki cofniętej platformie daleko im do nudy. Są niesamowite i już nie mogę się doczekać, kiedy stopnieje śnieg i będę mogła je nosić bez narażania ich na zniszczenie (a siebie na skręcenie kostki).


dress from Stylesofia, jacket from Reserved, shoes from stylowebutki.pl, bag from Pieces

January 28, 2011

Fresh breeze in polish fashion

Do you remeber Scott Schuman's book (yes, a book, no a blog), The Sartorialist? Righ now there is a similar project in Poland coming into existance- a book called Fashion People. The only difference is that it's not based on previously existing fashion blog, but something totally fresh and new. The initiator and coordinator of a project is Dorota Wroblewska- check out the project's facebook page. I keep my fingers crossed for them and just can't wait for the book to be published. And it's not only because I'm gonna be featured on one of it's pages!

Za każdym razem, kiedy słyszę o naprawdę ciekawym, dobrze przemyślanym projekcie w polskiej modzie, mocno trzymam kciuki za jego powodzenie. Tak jest też w przypadku Fashion People- to książka pomysłu Doroty Wróblewskiej, która pokazywać będzie ciekawie ubranych ludzi z ulic polskich miast. To dość odważny pomysł- takie książki już powstawały, jednak zwykle na podstawie istniejących wcześniej blogów street fashion- tak było na przykład w przypadku The Sartorialist Scotta Schumana. U nas blogi z modą ulicy coś nie mają szczęścia- powstają i znikają, no i niestety w większości przypadków poziomem nie dorównują Facehunterowi czy Stockholm Street Style. Ale jest chlubny wyjątek, o którym już kiedyś wspominałam- The Whole Hole. Chłopcy robią cudowne zdjęcia i do tego wiedzą gdzie i kiedy się pojawić, plus mają oko do wyszukiwania naprawdę oryginalnie ubranych osób. Wracając do samej książki, jej premiera ma mieć miejsce wiosną, podczas kolejnego Warsaw Fashion Street. Na bieżąco aktualizowane zapowiedzi i przykładowe zdjęcia możecie śledzić na blogu Doroty Wróblewskiej lub na facebookowej stronie projektu. Autorka to osoba nie tylko zasłużona dla polskiej mody, ale też znająca się na tym co robi, dlatego też mam nadzieję że wszystko pójdzie zgodnie z planem i już niedługo książka trafi do sprzedaży, tym bardziej że dochód ma zostać przekazany na cele charytatywne.
PS Oprócz zdjęć "z ulicy" w książce znajdą się także portrety stylistów, dziennikarzy, blogerów, w tym także i mój.

January 20, 2011

Why does butterscotch taste so good

I have tons of shoes and only three or four bags I actually wear. I don't really know why it works that way, but while there is a lot of high street shoes I like, I find it really hard to find a perfect bag. Perfect means not too big, not too small, not a designer knock off and definitely made of leather- buying only leather bags is one of my New Years resolutions. That's why I was so happy when I found that amazing Golden Pony cross-body bag- it's small, but not absurdly tiny and I just love the tassels! I'm also wearing crazy Deezee wedges, warm Zara sweater and a vintage hat.

Dzisiejszy post to istna rewolucja! Po pierwsze, mam nową torebkę. O ile buty napływają do mojej szafy dość tłumnie, o tyle z torebkami zawsze mam problem. Rzadko która mi się podoba, chociaż może inaczej- podoba mi się mnóstwo toreb, tylko ich ceny zwykle zaczynają się od jakichś 2000$. W rezultacie dysproporcja między liczbą butów a torebek ciągle się powiększa (jakby mało było tego, że buty mają łatwiej, bo występują parami). Ale kiedy kilka tygodni temu zobaczyłam tę torebkę z Golden Pony, z miejsca się zakochałam, a moja miłość tylko wzrosła kiedy odebrałam paczkę. Jest mała, ale nie absurdalnie miniaturowa, ma regulowaną długość paska, cudowne tłoczenia i frędzle, no i jest ze skóry- jedno z moich noworocznych postanowień to kupowanie wyłącznie skórzanych torebek (nooo może z wyjątkiem Zary).
Po drugie, w wyniku szeregu dziwnych wypadków (np. zaginięcia pianki) wyprostowałam włosy. Robię to bardzo rzadko, bo zdecydowanie wolę siebie w kręconych, poza tym jestem zdania że wyprostowane kręcone włosy zawsze będą wyglądały tylko jak...wyprostowane kręcone włosy. To samo zresztą tyczy się kręcenia prostych włosów, matka natura wie co robi!
Po trzecie, mam na nogach najbardziej kosmiczne buty w mojej szafie, którymi pewnego ranka zaskoczył mnie kurier DeeZee. Co prawda masywne koturny jako takie już mi się znudziły, ale te akurat mają sprytnie wyprofilowany tył, który przywodzi na myśl delikatny obcas. I, wbrew temu jak wyglądają, są bardzo wygodne, tak jakoś miękko się w nich chodzi.
Po czwarte, w końcu znalazłam swój idealny zimowy sweter. Oraz popełniłam chyba najdłuższy post w historii.






blouse and sweater from Zara, Golden Pony bag, DeeZee shoes, vintage hat

photos by my Mum

January 16, 2011

Come up to my motel room, save my life

I love everything about my new Motelrocks dress- its skater cut, leopard print and that wannabe-corset on the front. Contrary to appearances, it is really easy to pull off- I just throw a blazer or slouchy cardigan on it and add some jewellery. The slightly psychedelic background behing me is a part of Lena Fantazja's room in Mulholland Drive vintage store. She's a great young polish designer, her clothes are crazy, so make you check it out when you're in Cracow!

Panterkowy wzór, rozkloszowany krój, pseudo-gorset- moją nową sukienkę z Motelu uwielbiam w całości i po rozłożeniu na części składowe. Wbrew pozorom jest bardzo prosta do zaadaptowania- w wersji imprezowej dorzucam tylko biżuterię, w wersji dziennej jakiś ciepły kardigan albo marynarkę i kapelusz. Nieco psychodeliczne tło to, niedokończony jeszcze wówczas, pokój z ubraniami Leny Fantazji w Mulholland Drive. Teraz, po hucznej imprezie otwarcia, kusi ubraniami i czeka na odwiedzających. Sama nie miałam jeszcze okazji dokładnie przyjrzeć się kolekcji Leny, ale wpadła mi w oko szyfonowa tunika- jak tylko uporam się z zaliczeniami, wpadnę na dokładniejszy rekonesans.


dress- Motel
coat- Mulholland Drive
boots- Aldo

photos by Marika Szymanek

January 12, 2011

Some stories are magical, meant to be sung

There is something special about men's shirts- when I find one that fits me perfectly, I wear it to death. Some time ago I had to say goodbye to my beloved YSL shirt, but luckily I've found a worthy follower- a classic Ben Sherman with a button-down collar. It's so soft and comfy that I could wear it all the time- actually it happens pretty often that I wear it two or three days in a row. Apart of my new shirt, which apparently dominated that post, I'm wearing American Apparel shorts, Asos boots and Ralph Lauren sweater.

W męskich koszulach jest coś specjalnego- kiedy już znajdę taką, która idealnie pasuje (a wbrew pozorom nie jest to łatwe, bo większość jest nie tylko długa, ale i szeroka), noszę ją tak długo, aż zupełnie przestanie się nadawać do czegokolwiek. Taki smutny los spotkał moją ukochaną białą koszulę YSL, ale na szczęście znalazłam godnego następcę- miękki, bawełniany Ben Sherman z kołnierzykiem przypinanym na guziki. Jest tak wygodna, że czasem noszę ją kilka dni z rzędu, a potem dopadają mnie wyrzuty sumienia, że mam szafę pełną ubrań, z których większość miałam na sobie może trzy razy, a chodzę ciągle w tym samym. Że już nie wspomnę o ubraniach w których w ogóle nie chodzę- muszę się w końcu zebrać w sobie i wystawić aukcje na allegro. Poza koszulą, która wyraźnie zdominowała tego posta, mam na sobie moje stare, dobre szorty z American Apparel, w miarę nowy, ale za to równie wysłużony beżowy płaszcz i sto procent amerykańskiej klasyki, czyli wełniany sweter Ralpha Laurena. Buty to prezent od Mikołaja, są refleksem mojego niespełnionego marzenia o kowbojkach. Mimo półki zastawionej spektakularnymi obcasami, w tej konkretnej chwili to właśnie je lubię najbardziej.


shirt- Ben Sherman
sweater- Ralph Lauren vintage
coat- Zara
shorts- American Apparel
boots- Asos

photos by Michal

January 6, 2011

Shake dreams from your hair

Usually I'm a late riser, but during weekends I love waking up early (yes, the long weekend has just begun in Poland!). I take a perfect relaxing bath, have an omelette for breakfest and read my favorite blogs with a cup of strawberry tea in my hand. Sometimes (like today) I even manage to update my blog- I usually do it around midnight, so I think it's a fact worth noticing. I'm proud of myself actually. But let's get back to the point- today I'd like to show you my black chiffon dress from Love (it's on sale right now). I adore its embellished arms and a soft, sheer fabric. It was way to cold to wear it outside, so we took pictures in my parents' bedroom instead.

Mimo tego że w ciągu tygodnia zdarza mi się nie pójść na zajęcia tylko dlatego, że chce się porządnie wyspać, w wolne dni paradoksalnie lubię wstawać wcześnie. Kąpię się pół godziny, bo nikt nie wyrzuca mnie z łazienki, jem śniadanie ( moi znajomi się ze mnie śmieją, bo codziennie jem mój ukochany omlet- jak okazuje się że nie ma jajek czy jakiegoś innego składnika, mam zepsuty cały dzień) i z kubkiem owocowej herbaty czytam gazetę albo przeglądam blogi. Czasem, tak jak dzisiaj, uda mi się nawet wrzucić rano posta- zwykle robię to w okolicach północy, więc stwierdziłam że to fakt godny odnotowania. Zastanawiałam się jak pokazać Wam moją czarną, szyfonową sukienkę z Love (właśnie odkryłam że teraz jest przeceniona)- pogoda nie sprzyja rozbieraniu się na zewnątrz, więc ostatecznie stanęło na sypialni moich rodziców.
PS Właśnie doszłam do wniosku że drapowania chyba nigdy mi się nie znudzą. Podobnie jak futra. I kapelusze.

dress- Love
photos by Michal

January 2, 2011

I lost my heart to a starship trooper

My new oversized sweater fulfil all my reaquirements for a perfect winter knit- it's big, warm and comfy. Its color of coffee with milk matches the rest of my clothes so well, that I don't even care about a golden thread, visible here and there. Actually, I think I'm starting to like it. Today is the last day of my holidays- I'm leaving my hometown tomorrow and coming back to Cracow, back to normal, everyday life. I already feel like I need another holiday.

Mój nowy sweter spełnia wszystkie wymogi zimowego swetra idealnego- jest duży i ciepły, do tego miękki i wygodny. Kolor kawy z mlekiem tak idealnie wpisuje się w szaro-burą paletę barw mojej garderoby, że nie przeszkadza mi nawet taka ekstrawagancja, jaką jest pojawiająca się tu i ówdzie złota nitka. Ba, nawet coraz bardziej mi się podoba. Powoli zaczynam wracać do normalnego trybu życia i już czuję, że przydałyby mi się jakieś porządne wakacje, żeby odpocząć po świątecznej przerwie. Nic mnie tak nie męczy jak nicnierobienie.

sweater-vintage
fur jacket- H&M
boots- River Island
bag- Fiorelli

photos by Michal