Some pictures from the first day of a polish fashion week in Lodz- my Sesame Street inspired Kermit meets Big Bird outfit and young designers shop in a showroom area. Much more pictures to come!
Po wielu komplikacjach (dziurawa chłodnica, psujący się w środku lasu GPS) udało nam się w czwartek wieczorem dotrzeć do Łodzi. Doszłam do wniosku że jak nie będę publikować zdjęć na bieżąco, to pewnie nie opublikuję ich nigdy, więc voila, dzień (dla nas) pierwszy, a tak naprawdę drugi, czyli piątek. Na początek mój strój, czyli sukienka z dziecięcego działu Zary, złoty sweter i futro, oba vintage.
Po wielu komplikacjach (dziurawa chłodnica, psujący się w środku lasu GPS) udało nam się w czwartek wieczorem dotrzeć do Łodzi. Doszłam do wniosku że jak nie będę publikować zdjęć na bieżąco, to pewnie nie opublikuję ich nigdy, więc voila, dzień (dla nas) pierwszy, a tak naprawdę drugi, czyli piątek. Na początek mój strój, czyli sukienka z dziecięcego działu Zary, złoty sweter i futro, oba vintage.



W tym roku wszystkie wydarzenia Fashion Weeku mają miejsce w jednym miejscu- wielkiej pofabrycznej hali na Tymienieckiego, co jest naprawdę wygodne. Do tego organizatorzy postanowili zadbać o zdrowie uczestników i wszędzie leżą jabłka, tony jabłek. Też dobry pomysł, chociaż mam wrażenie, że przez następne pół roku nie będę na nie mogła nawet patrzeć.

Kolejna świetna rzecz to całkiem spory showroom, w którym stoiska mają mniej i bardziej znani projektanci- odkryłam wiele marek, o których istnieniu nie miałam pojęcia, jak na przykład Ela Chodorowska i jej semi-sportowe, półprzezroczyste ubrania w różnych odcieniach niebieskiego.


W kategorii "odkrycia" spodobała mi się też cieniowana marynarka Mantic, zdecydowanie wyróżnia się na tle reszty kolekcji tej marki.

Łucja Wojtała, czyli niekwestionowana królowa wszelkiego rodzaju dzianin, też miała swoje stoisko w showroomie, jako dodatek do niedzielnego pokazu, na który swoją drogą nie mogę się doczekać. Z jej pracami spotkałam się jakiś czas temu, ale pierwszy raz miałam okazję obejrzeć je na żywo, dotknąć i poczochrać swetry i jestem chyba jeszcze bardziej zachwycona.




Kolejny prosty, a genialny pomysł, czyli panelowe kopertówki Lambear- po kupieniu bazy możemy zgodnie z aktualnym nastrojem wymieniać w niej "wierzchnie klapki". Dostępne są nie tylko różne wersje kolorystyczne, ale i takie ekstrawagancje jak futro, metalik itp. Jedynym minusem jest to, że nie są wykonane ze skóry.


Swoje stanowisko miała też kolekcja Jeremy'ego Scotta dla Adidasa- projektant miał być jedną z największych atrakcji polskiego tygodnia mody, organizatorzy FW wspominali o jego pokazie w każdej możliwej informacji prasowej. W efekcie okazało się że Jeremy Scott nie tylko się do Polski nie wybiera, ale i "pokaz" nie był żadnym pokazem, tylko prezentacją ubrań i butów.

Za to prawdziwym hitem było stoisko z książkami- wszystkie pozycje poświęcone modzie, od poważnych albumów, jak przegląd prac Valentino, przez wszelkiego rodzaju poradniki, po analizę ras psów pojawiających się na przestrzeni lat w Vogue.





Post jak zwykle strasznie mi się rozrósł, więc kolekcje i pokazy zostawię sobie na następny raz, a teraz moje dwa osobiste hity z wczoraj- nie wiem kto podobał mi się bardziej, dziewczyna w chodakach, czy pan w "leśnej" stylizacji. Mimo prostoty tych strojów, zdecydowanie wyróżniali się na tle wystrojonych w kolory, pióra i buty, w których nie da się chodzić osób, mam też wrażenie że naprawdę dobrze się w nich czuli.



A na koniec chciałam jeszcze przypomnieć o pełnym zniżek, prezentacji, jedzenia i innych atrakcji weekendzie Vagabonda, który właśnie trwa, a pisałam o nim więcej na moim Facebooku.




























