October 29, 2011

|Rocking Łódź|

Some pictures from the first day of a polish fashion week in Lodz- my Sesame Street inspired Kermit meets Big Bird outfit and young designers shop in a showroom area. Much more pictures to come!

Po wielu komplikacjach (dziurawa chłodnica, psujący się w środku lasu GPS) udało nam się w czwartek wieczorem dotrzeć do Łodzi. Doszłam do wniosku że jak nie będę publikować zdjęć na bieżąco, to pewnie nie opublikuję ich nigdy, więc voila, dzień (dla nas) pierwszy, a tak naprawdę drugi, czyli piątek. Na początek mój strój, czyli sukienka z dziecięcego działu Zary, złoty sweter i futro, oba vintage.



W tym roku wszystkie wydarzenia Fashion Weeku mają miejsce w jednym miejscu- wielkiej pofabrycznej hali na Tymienieckiego, co jest naprawdę wygodne. Do tego organizatorzy postanowili zadbać o zdrowie uczestników i wszędzie leżą jabłka, tony jabłek. Też dobry pomysł, chociaż mam wrażenie, że przez następne pół roku nie będę na nie mogła nawet patrzeć.




Kolejna świetna rzecz to całkiem spory showroom, w którym stoiska mają mniej i bardziej znani projektanci- odkryłam wiele marek, o których istnieniu nie miałam pojęcia, jak na przykład Ela Chodorowska i jej semi-sportowe, półprzezroczyste ubrania w różnych odcieniach niebieskiego.



W kategorii "odkrycia" spodobała mi się też cieniowana marynarka Mantic, zdecydowanie wyróżnia się na tle reszty kolekcji tej marki.



Łucja Wojtała, czyli niekwestionowana królowa wszelkiego rodzaju dzianin, też miała swoje stoisko w showroomie, jako dodatek do niedzielnego pokazu, na który swoją drogą nie mogę się doczekać. Z jej pracami spotkałam się jakiś czas temu, ale pierwszy raz miałam okazję obejrzeć je na żywo, dotknąć i poczochrać swetry i jestem chyba jeszcze bardziej zachwycona.




Jeżeli chodzi o dodatki, Mysikrólik zdecydowanie rozniósł konkurencję elementem zaskoczenia- ich pierogi z mięsem i pierogi z truskawkami (na zdjęciu) są nie tylko wielofunkcyjne, ale stanowią też doskonałe "zejście na ziemię" pośród "poważnych" kolekcji i jeszcze poważniejszych oglądających.




Kolejny prosty, a genialny pomysł, czyli panelowe kopertówki Lambear- po kupieniu bazy możemy zgodnie z aktualnym nastrojem wymieniać w niej "wierzchnie klapki". Dostępne są nie tylko różne wersje kolorystyczne, ale i takie ekstrawagancje jak futro, metalik itp. Jedynym minusem jest to, że nie są wykonane ze skóry.




Swoje stanowisko miała też kolekcja Jeremy'ego Scotta dla Adidasa- projektant miał być jedną z największych atrakcji polskiego tygodnia mody, organizatorzy FW wspominali o jego pokazie w każdej możliwej informacji prasowej. W efekcie okazało się że Jeremy Scott nie tylko się do Polski nie wybiera, ale i "pokaz" nie był żadnym pokazem, tylko prezentacją ubrań i butów.



Za to prawdziwym hitem było stoisko z książkami- wszystkie pozycje poświęcone modzie, od poważnych albumów, jak przegląd prac Valentino, przez wszelkiego rodzaju poradniki, po analizę ras psów pojawiających się na przestrzeni lat w Vogue.




Post jak zwykle strasznie mi się rozrósł, więc kolekcje i pokazy zostawię sobie na następny raz, a teraz moje dwa osobiste hity z wczoraj- nie wiem kto podobał mi się bardziej, dziewczyna w chodakach, czy pan w "leśnej" stylizacji. Mimo prostoty tych strojów, zdecydowanie wyróżniali się na tle wystrojonych w kolory, pióra i buty, w których nie da się chodzić osób, mam też wrażenie że naprawdę dobrze się w nich czuli.




A na koniec chciałam jeszcze przypomnieć o pełnym zniżek, prezentacji, jedzenia i innych atrakcji weekendzie Vagabonda, który właśnie trwa, a pisałam o nim więcej na moim Facebooku.

October 25, 2011

|Mushaboom|

I'm sick of all that "native American" prints on sweater, t-shirts and leggings from high street stores, it just looks so wrong. And they're everywhere. However, my slightly customized stripped blouse straight from Mexico somehow earned itself a place in my closet despite my aversion. Maybe it's because it just seems quite authentic? Anyway, I like to wear it with really simple outfits, no mocassins, no dream catchers and definitely no buffalos. Recently I wore it with black Levis skinnies and silk Marni blouse from Designers Secret Sales- a designer outlet in Warsaw with such brand as Miu Miu, Chloe and Kenzo.

Boom na motywy inspirowana kulturą Indian trwa i trwa, a ja po kolejnej kolekcji w kolejnym sklepie nie mogę już patrzeć na zadrukowane w pseudoazteckie wzory swetry czy, co gorsza, legginsy. Jednak pasiasta bluza prosto z Meksyku jakoś nie poddała się mojej niechęci, może dlatego że wygląda całkiem wiarygodnie. W każdym razie postanowiłam przerobić ją na wersję rozpinaną (tutaj proces produkcji- nie było łatwo, głównie ze względu na kota, ale z pomocą mamy jakoś się udało) i nosić dopóki pogoda mi na to pozwala.
Najbardziej lubię ją w całkiem prostych zestawach, bez łapaczów snów, mokasynów i rogów bizona. Ostatnio miałam ją na sobie razem z czarnymi Levisami i jedwabną bluzką z Marni, którą dostałam w wyjątkowo miłe lipcowe popołudnie od właścicieli warszawskiego butiku Designer Secret Sale. Jak sama nazwa wskazuje, można w nim znaleźć przecenione o kilkadziesiąt procent ubrania od projektantów, w tym moich ukochanych Chloe, Kenzo, Miu Miu i Stelli McCartney. Kraków prosi o filię!



| DIY coat | Marni top courtesy of Designer Secret Sales | Levis jeans | Aldo shoes | Maja Lagoda via Pakamera bag |



October 23, 2011

|Organic Goro|

Every time I hear "eco fashion" I just can't help thinking of extremaly boring linen clothes, in greyish brown or brownish grey. Maybe it has something to do with the way in which eco fashion is promoted in Poland- usually by "eco fashion shows" full of totally unwearable clothes made of plastic bottles, coke cans etc, which are actually miles away from the idea of ethical and ecological fashion. But there's still hope- last week I discovered (and visited) Wearso- Warsaw based brand which creates basic, wereable clothes, all 100% organic. Basic doesn't mean boring- my favourite piece is a simple white top with four sleeves (yup! Have you guys ever seen Mortal Kombat?), which gives you an unlimited amount of options of wearing it. Through their showroom I've discovered another great brand, Chie Mihara. Mihara is a shoe designer with Brasilian and Japanese roots, currently working in Spain, whose goal is to create shoes which are super comfortable and visually attractive at the same time. When visiting the showroom made me sure about the comfort element, going through their lookbook and finding pairs like this or this one convinced me about the design part. I think that the best way to getting to know the idea behind this brand is to watch their lovely, inspirational video.

Zawsze, kiedy padało hasło "moda ekologiczna", przed oczami stawały mi koszmarnie nudne, workowate ubrania z lnu, w bliżej nieokreślonym kolorze, noszone przez ludzi w sandałach. To mało fortunne skojarzenie, ponieważ etyczna i ekologiczna moda powoli przestaje być trendem, a staje się normą, jednak mam wrażenie że w Polsce robi się wszystko, aby ludzi do niej zniechęcić. Dobrym przykładem recyclingowe konkursy i pokazy, w których młodzi projektanci prześcigają się w tworzeniu strojów z plastikowych butelek, butów z puszek i innych tego typu bezużytecznych przedmiotów, zamiast stworzyć coś, co naprawdę nadaje sie do noszenia (a właściwie tylko wtedy cały proces ma sens).


Kiedy więc Harel opowiedziała mi o kupionej w Wearso bluzce z czterema rękawami, które można układać na wiele różnych sposobów, od razu nabrałam ochoty, żeby zajrzeć do ich warszawskiej pracowni na Mokotowskiej. Jeżeli kiedykolwiek graliście w Mortal Kombat i pamiętacie Goro, na pewno podzielilibyście mój entuzjazm.







Poza bluzkami o nietypowej liczbie rękawów, jest też sporo t-shirtów z nadrukami oraz asymetrycznych tunik i sukienek, wszystkie w kilku wersjach: białej, szarej, granatowej. Kolekcja jest bardzo spójna kolorystycznie, nie ma w niej żadnych szaleństw typu wzory czy neony, jednak udało nam się z Harel podejrzeć materiały, które zostaną użyte do uszycia kolejnych wzorów i zgodnie zachwyciłyśmy się miękką, jedwabistą tkaniną w kolorze ciemnego brązu. Wszystkie używane przez projektantkę materiały są organiczne, bawełna pochodzi z małej uprawy tureckiego rolnika, który stosuje wyłącznie naturalne metody- do tego stopnia, że owady odgania się tam za pomocą cytryn czy innych grejpfrutów.





Zdecydowałam się na tę samą bluzkę, o której mówiła mi Harel, w białej wersji. Materiał jest miękki i miły w dotyku, a możliwości ułożenia i zamotania rękawów jest faktycznie mnóstwo. Kilka z nich pokazała mi projektantka Aleksandra Waś, do części doszłam sama, wiele pewnie jeszcze czeka na odkrycie (chociaż trochę się boję, przy ostatniej próbie tak się zaplątałam, że wyplątywać musieli mnie inni). Jeżeli zastanawiacie się nad ceną, mam dobrą wiadomość- bluzka Goro kosztowała mnie 150 zł, czyli tyle co pierwsza lepsza koszula z Zary.




wearing Celapiu knitted cape, Sonia Rykiel for H&M dress and Wearso blouse

W showroomie na Mokotowskiej dostępna jest też biżuteria Ziny Sparling, torebki Vintage New York i buty Chie Mihary. Mihara to projektantka o brazylijsko-japońskich korzeniach, która swoje umiejętności doskonaliła pracując w sklepie ortopedycznym, w związku z czym jej buty są po prostu wygodne. Jeżeli chodzi o ich design, kilka egzemplarzy dostępnych w Wearso niespecjalnie mnie zachwyciło, jednak po sprawdzeniu strony Chie Mihary znalazłam parę modeli, które bardzo chętnie widziałabym na swojej półce z butami. Całą ideę marki najlepiej oddaje video, które przy okazji naprawdę dobrze się ogląda.





No i rzućcie okiem prosty i przejrzysty lookbook Wearso, z rewelacyjną modelką, w którym, co rzadko się ostatnio lookbookom zdarza, dobrze widać wszystkie ubrania.

October 20, 2011

|Crystalline|

I'm wearing tons of layers, again! Actually, I'm starting to think that my whole style is based on wearing as many clothes as possible. Orange dress is by Cybernetyki Szwalnia, polish designer brand, which unfortunately doesn't exist any more, grey sweater is by Gina Tricot, I bought it last winter in Stockholm and a silk jacket was custom made for me by Thai brand based in Bangkok called Andwhatelseisthere. Thailand is famous for great fabrics and excellent dressmakers, I was so sad that I didn't have time for clothes during my last year trip to Thailand (especially custom made ones) and...here it is! It really fits me perfectly. My love for bum bags continues, this time I'm wearing my white one with a tiny grey De Mehlem clutch- they make a perfect combo together!


Pamiętacie projekt warszawskiego Centrum Cybernetyki o wdzięcznej nazwie Cybernetyki Szwalnia? Projektantką powstałej w zeszłym roku marki była Monika Jakubiak, a cały proces tworzenia ubrań odbywał się w Polsce. To chyba ten ostatni czynnik, który wpływał na dość wysokie ceny ubrań, przyczynił się do upadku przedsięwzięcia. Jednak podczas mojej poniedziałkowej wizyty w Centrum, związanej ze śniadaniem prasowym z okazji rozpoczynającego się właśnie Warsaw Fashion Weekend, odkryłam stojący gdzieś w kącie wieszak z przecenionymi resztkami kolekcji. Wśród smutnych ubrań, których nikt nie chciał, wisiała delikatna sukienka w pomarańczową "kuchenną" kratkę, mocno w stylu lat 40, o idealnej długości- nie mogłam jej nie kupić. Posiadanie ubrania polskiej marki, która już nie istnieje, jest chyba jeszcze fajniejsze niż po prostu posiadanie ubrania od polskiego projektanta?

Sukienka jest urocza, jednak nie czułabym się w niej do końca sobą, gdybym nie dorzuciła kilku warstw (nie byłabym też sobą, gdybym zauważyła że podwinęła mi się halka)- luźno dzierganego swetra i szytej na wymiar jedwabnej marynarki tajskiej marki Andwhatelseisthere. Tajlandia, choć w Europie kojarzy się głównie z tanią siłą roboczą wykorzystywaną przez wielkie korporacje, słynie ze świetnych materiałów i doskonałych krawców. Projektantki podesłały mi do wypełnienia tabelę wymiarów długą na całą stronę- z mierzeniem średnicy szyi nie było łatwo, za to marynarka pasuje naprawdę idealnie. Do tego duet torebek, czyli wężowa nerka na większe przedmioty i szare maleństwo z perforowanej skóry od De Mehlem na drobiazgi. De Mehlem to krakowska pracownia torebek z tradycjami, która właśnie ogłosiła mało tradycyjny konkurs- można zaprojektować swoją wymarzoną torebkę, o dowolnym kształcie, kolorze, z jakiegokolwiek materiału (go crazy!), a główną nagrodą jest wykonanie przez pracownię zwycięskiej torebki zgodnie z wytycznymi autora. Znacie pewnie mój sceptyczny stosunek do wszelkiego rodzaju konkursów, ale w tym sama chętnie wzięłabym udział, gdyby nie to że jestem częścią jury.





| Cybernetyki Szwalnia dress | Gina Tricot sweater | Andwhatelseisthere blazer | krozwadowska via Pakamera bum bag | De Mehlem clutch | Fleq shoes |

photos by Katherine