November 29, 2011

|Cliquot|

Last week I added two new pairs to my collection of classic pumps. Hey winter, there's no need to hurry!

Ostatnio zdecydowanie wygrywają u mnie buty o możliwie klasycznym kształcie. Niedawno do kolekcji dołączyły kolejne dwie pary. Zielone dostałam od Fleq, a beżowe kupiłam w outlecie Aldo na Wiślnej. Mają dwie różne podeszwy, jedną jasną, drugą ciemną, co zauważyłam dopiero na zdjęciach, ale w sumie mi to nie przeszkadza i pasuje do ogólnego czarno-białego klimatu dzisiejszego posta. Poza tym chce mi się śmiać z mojego nieogarnięcia za każdym razem, kiedy na nie patrzę. Stoją na półce obok czarnej wersji sprzed kilku miesięcy- w końcu miałabym co nosić do moich czarno-białych rajstop.




| black & beige - Aldo | green - Fleq |

November 24, 2011

|Peach plum pear|

Some people dress accordingly to their mood, weather, etc. For me the only factor that matters is how curly my hair is in the morning. It's totally unpredictable, but the rule is easy- the curliest my hair is, the simplest clothes I choose. Last Wednesday was an extreme curl day, so I was wearing a grey vintage dress, my favorite black leather bag and Raramodo golden collar.

Podobno ludzie ubierają się w zależności od pogody, nastroju i innych tego typu irracjonalnych rzeczy. Ja ubieram się w zależności od tego, jak bardzo moje włosy postanowią się danego dnia pokręcić. Mając w pamięci dość przerażający obraz ponoć jedynej prawdziwej polskiej divy, staram się trzymać zasady "im więcej loków, tym prostszy strój". W środę była to rozkloszowana szara sukienka, bordowy sweter w roli ocieplacza i ulubiona ostatnio, najzwyklejsza na świecie, czarna, skórzana torba. W roli ożywiacza złoty kołnierzyk Raramodo- cieszę się że mogę tą nazwę po prostu napisać i nie muszę starać się jej wymówić.





| vintage dress and sweater | Mulholland Drive bag | Aldo boots | Raramodo collar via Pakamera | Swatch watch |

photos by Katherine

November 22, 2011

|Neo Fashion Jamboree|

Few shots I took during Neo Fashion Jamboree, last weeks event in my hometown, Bielsko-Biała: designers showroom/ white dresses at Natasha Pavluchenko's show/ Karolina Piech's ice skate boots/ front row/ bloggers panel/ Trendy show.

W zeszły weekend w moim rodzinnym Bielsku odbył się festiwal Neo Fashion Jamboree- jak pisałam wcześniej, naprawdę jestem zaskoczona rozmachem tego wydarzenia. Co więcej, impreza ma być cykliczna! Nie udało mi się zobaczyć zbyt wielu pokazów, skupiłam się na wykładach i prelekcjach (w tym na moim panelu dyskusyjnym o blogach- jeszcze raz dziękuję wszystkim za przybycie, zwłaszcza Kasi i Ryfce), ale zdążyłam zrobić kilka zdjęć: showroom z ubraniami projektantów, m.in. Natalii Siebuły / zwiewne sukienki na pokazie Natashy Pavluchenko, które w Bielsku podobały mi się bardziej niż w Łodzi/ buty a'la łyżwy na pokazie Karoliny Pięch / pierwszy rząd / panel dyskusyjny, na którym z blogerkami i turbokontaktowymi słuchaczami rozmawialiśmy o historii, rozwoju i problemach blogów o modzie (brzmi jak program debaty nad światową gospodarką)/ pokaz fryzur salonu Trendy, który robił wrażenie dzięki modelkom tańczącym na szczudłach.



November 17, 2011

|We run things|

Every year at the end of November I'm starting to wonder how the hell am I supposed to survive cold polish winter with a total lack of winter outwear in stores. Really warm coats and jackets are apparently passe. Maybe it has something to do with the fact that most highstreet stores are based in warmer countries (well, H&M would be a weak point of this concept). So actually we have two options- be creative or stay at home. Option two is not an option at all, so I'm turning to layers instead. Last year I was keeping myself warm by wearing a huge sweater over a coat, this season I've chosen a shearling waistcoat instead. I made it by simply cutting off sleeves of my old shearling coat and I just love it this way! Today I'm wearing it with my old coast, beige blazer and a white t-shirt from Zemełka&Pirowska, polish designers based in Cracow.

Co roku o tej porze zaczynam się zastanawiać, jak mam przetrwać zimę przy całkowitym braku naprawdę zimowych okryć w sklepach. Ciepłe kurtki i płaszcze są chyba wyjątkowo passe, może ma to też związek z faktem że większość sieciówek ma korzenie w krajach dużo cieplejszych niż Polska, jak choćby Zara czy Mango (chociaż szwedzki H&M trochę podważa tę teorię). Jedynym wyjątkiem są pikowane puchowe kurtki, które mimo kilku całkiem fajnych zestawień, jakie z nimi widziałam, wciąż kojarzą mi się tylko i wyłącznie z ludzikiem Michelin. 

Kryzys grzewczy w sklepach pobudza mnie więc do kreatywności, czyli po prostu kombinowania. W zeszłym roku grzał mnie wielki szary sweter noszony na płaszcz, w tym sezonie dogrzewam się kożuszkową kamizelką. Powstała przez obcięcie rękawów zwykłemu kożuchowi i po kilku dniach noszenia już wiem że był to strzał w dziesiątkę- taka jego wersja jest dużo wygodniejsza, dużo bardziej uniwersalna, no i daje nowe życie mojemu dość wysłużonemu już płaszczowi (czytaj zasłania przetarcia). Tym razem moje kożuchowo-płaszczowe kombo zestawiłam z beżową marynarką i białym t-shirtem (z wykrzyknikiem!) od krakowskich projektantek Zemełki i Pirowskiej.




| vintage shearling waistcoast | Zara Kids coat | Levis jeans | Zemelka&Pirowska tee | Click Fashion blazer | Aldo shoes | Maja Lagoda via Pakamera bag |

photos by Katherine

Po zrobieniu zdjęć wybrałyśmy się z Kasią do La Petite France na Tomasza, stosunkowo nowego miejsca w Krakowie, gdzie można zjeść lunch (świetna zupa cebulowa!), napić się naprawdę dobrej kawy i na deser zamówić jeszcze crossainta. Nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem kilku zdjęć i to podsunęło mi pomysł, żeby cyklicznie przedstawiać na blogu moje ulubione miejsca w Krakowie, nie tylko związane z jedzeniem, ale i z zakupami czy po prostu miłym spędzaniem czasu. Dostaję sporo maili z pytaniami o Kraków, więc pomyślałam że fajnie byłoby zebrać to wszystko w jednym miejscu. Co myślicie?





November 15, 2011

|Pink little thing|

Buying a wallet has been always quite a serious thing for me- it had to be made of good quality leather, not too heavy and not too big and preferably black. Actually all my wallets since I left primary school and didn't want to use my Lion King little wallet anymore looked pretty much the same. So why one day last week I just stepped into a shop and bought a pink/violet one, so big that it could actually be called a clutch? No idea, but I like it.

Zakup portfela zawsze był u mnie dość poważną inwestycją. Nie chodzi nawet o cenę, ale o całościową powagę sytuacji- musi przecież być porządny, uniwersalny, koniecznie skórzany i najlepiej niezbyt duży. Przez ostatnich kilka sezonów wiernie służył mi męski, czarny portfel, ale w zeszłym tygodniu za sprawą różowej mini-kopertówki wylądował w szufladzie. Zgodnie z zasadą że najlepsze rzeczy znajduje się wtedy, kiedy wcale się ich nie szuka, zgarnęłam ją z koszyka przy kasie w tym samym outlecie LPP, gdzie kupiłam burgundowe spodnie. Teoretycznie jest właśnie portfelem, ma wszystkie wymagane przegródki, ale na upartego można władować do środka jeszcze klucze (płaskie!) i telefon (też płaski) i nosić jako kopertówkę.



|wallet/clutch- House|

November 9, 2011

|Burgundy suit|

Pyjama suits has been on my mind for a while now. Ironically, these two burgundy pieces landed together in one outfit quite accidentaly. I bought this floral kimono jacket last week in Topshop and a pair of perfect chinos few days later in polish highstreet store Reserved, but I realized that they're in exactly the same shade of dark red no sooner than when they landed on the same hanger due to terrific lack of place in my closet. Actually it happens quite often, hanging stuff together gives me a lot of ideas for new outfits. Necessity is a mother of invention, they say.

Piżamowa wariacja na temat garnituru chodziła mi po głowie już od dłuższego czasu, ale obie części tego zestawu trafiły do mojej garderoby dość przypadkowo. Kwieciste kimono kupiłam w Topshopie, a kilka dni później w outlecie Reserved znalazłam idealnie leżące burgundowe chinosy (29,90!), jednak fakt że obie rzeczy są w identycznym odcieniu odkryłam dopiero wtedy, gdy z braku miejsca w szafie wylądowały na wspólnym wieszaku. Zresztą wieszanie ubrań warstwowo już nie raz podsunęło mi pomysł na nowe zestawienie tego czy tamtego. To się chyba nazywa potrzeba-matką-wynalazku.



|Topshop floral jacket| H&M shirt | Asos collar tips and bag | Reserved pants | Aldo shoes |

photos by Katherine

November 7, 2011

|Neo Fashion Jamboree- win a VIP pass|

Hey guys! I'm giving away a Neo Fashion Jamboree VIP pass including one night accomodation, so if you're in Poland that weekend, just leave your name and email adress in a comment- I'll choose one lucky winner on Sunday. The event lasts from 17 to 20 November and includes young polish and other european designers shows, photo exhibition hosted from Yvan Rodic from Facehunter and more!

Pewnie już słyszeliście elektryzującego niusa, który obiegł w zeszłym tygodniu internet- Yvan Rodic aka Facehunter przyjeżdża w listopadzie do Bielska-Białej. Wyobraziłam sobie właśnie zdjęcia na jego blogu z pomnikiem Reksia w tle, więc żeby cała sytuacja wydała się mniej abstrakcyjna, szybko wyjaśnię powód jego wizyty. Od 17 do 20 listopada w Bielsku będzie się odbywała pierwsza edycja festiwalu Neo Fashion Jamboree. W programie m.in. pokazy młodych (i trochę starszych też!) projektantów z Polski i z innych europejskich krajów, wśród nich m.in. świetnej Domi Grzybek, wykłady na różne tematy związane z modą, m.in. wykład Marleny Woolford i Olgi Nieścier o trendach czy Joanny Malickiej o historii mody w kinie, pokazy filmów, wystawa zdjęć wspomnianego wyżej Facehuntera, panel dyskusyjny o blogach, showroom i kilka innych atrakcji, o których poczytać możecie na stronie NFJ. Jako nie-do-końca-rodowita Bielszczanka jestem bardzo pozytywnie nastawiona i naprawdę zachwycona, że organizatorzy zdecydowali się powołać do życia tak rozbudowane przedsięwzięcie właśnie w Bielsku!

Mam do rozdania podwójną wejściówkę VIP na festiwal, dzięki uprzejmości Ośrodka Szkoleniowego Solver, obejmuje ona także nocleg z soboty na niedzielę- to dwa najważniejsze dni imprezy. Jeżeli macie ochotę wraz z osobą towarzyszącą wziąć udział w imprezie, zwiedzić stolicę Podbeskidzia i zrobić sobie zdjęcie z Bolkiem i Lolkiem, wystarczy że zostawicie komentarz ze swoim imieniem i adresem mailowym pod tym postem, a ja 13. listopada wylosuję osobę, która dostanie zaproszenie. Do zobaczenia!

Rozwiązanie: Wejściówkę z noclegiem wygrywa Agata Kalita, gratulacje!





November 2, 2011

|Getting sporty|

It's been a long time since something really different-than-usual-oversized-sweaters appeared in my closet. Sport-inspired pieces are exactly the fresh breeze I needed and it looks like they're here to stay for a longer while. On the second day of Fashion Week Poland I was wearing my old black shirt-dress with a silk jacket, Muffin-wear leggins and a cap, bought in H&M men and right now I'm going through pictures from Rag and Bone's and Isabel Marant's shows over and over again for more sporty inspirations.

Nie pamiętam kiedy ostatnio do mojej szafy trafiło coś tak nowego i świeżego, jak inspirowane sportem ubrania i dodatki. Szara czapka z daszkiem zdeklasowała wszystkie wielkie czapy i kapelusze, a żywe kolory stały się świetnym uzupełnieniem czerni i szarości. W ramach poszukiwania sportowych inspiracji przeglądam wiosenne pokazy Rag&Bone i Isabel Marant i zastanawiam się, jak przemycić do codziennego ubioru moje spodnie na siłownię. Poniżej mój strój z drugiego dnia łódzkiego tygodnia mody- jestem jak małe dziecko i kupione dzień wcześniej legginsy Muffin-wear  musiałam natychmiast przetestować. Werdykt- są trochę przyduże, ale po dopasowaniu u krawcowej staną się legginsami idealnymi.




| Andwhatelseisthere blazer | Zara shirt dress | Muffin-wear leggins | Aldo shoes | Maja Lagoda via Pakamera bag | H&M men cap |

photos by Sofia

November 1, 2011

|FW Poland: Shumik 100% & Łukasz Stachowicz|

 My two favourites shows from polish Fashion Week- Shumik 100% and Łukasz Stachowicz.

Ze wszystkich pokazów, które widziałam w Łodzi, najbardziej zapadły mi w pamięć dwa- kolekcja Shumik 100%, zaprezentowana w głównej linii pokazów Designer Avenue i offowy pokaz Łukasza Stachowicza. Dlaczego w pierwszej kolejności opisuję pokazy mniej znanych projektantów, a nie gwiazd, takich jak Paprocki i Brzozowski czy Agnieszka Maciejak? Po pierwsze dlatego, że część najpopularniejszych kolekcji widziałam już wcześniej, a w sieci pojawiło się już wiele świetnych relacji, po drugie niektóre z nich odpuściłam, bo nie miałam wystarczającej woli walki, aby przepychać do wejścia, ryzykując przy tym zgniecenie aparatu i właściwie całej siebie. Tłum wystrojonych ludzi, depczących się nawzajem obcasami to naprawdę niesamowity widok- nic dziwnego, że takim powodzeniem cieszyły się ćwiekowane ramoneski Neogotik. Żeby nie było że jestem negatywnie nastawiona- łódzki Fashion Week zorganizowany był naprawdę rozsądnie i całkiem pomysłowo, warto byłoby tylko popracować nad relacją ilość miejsc na pokazie/liczba sprzedanych biletów i akredytacji.

|SHUMIK 100%|

Polska moda jest szara, smutna i nudna- mam wrażenie że słyszę to zdanie przy każdej możliwej okazji. Wszyscy narzekający powinni obowiązkowo dostać wejściówkę na łódzki pokaz Shumik 100%- sorbetowe kolory, rozwiane szyfony i przeróżne nakrycia głowy przekonałyby nawet największego marudę. Za marką stoją dwie sopocianki (musiałam sprawdzić tę nazwę w słowniku i uważam że określenie na mieszkankę Sopotu jest przeurocze, może dlatego że kojarzy mi się z jagodzianką, a ta z kolei z oldschoolowymi sprzedawcami drożdżówek na polskich plażach i tak koło się zamyka), Karina Goźdź i Anna Leszkiewicz, absolwentki łódzkiej ASP. Wcześniej znane były głównie jako projektantki kapeluszy i innych nakryć głowy, a ubrania miały być jedynie tłem dla wymyślnych akcesoriów, jednak szybko okazało się, że projektowanie odzieży wychodzi dziewczynom przynajmniej tak dobrze, jak tworzenie dodatków.

Najnowsza kolekcja budzi we mnie morskie, a konkretniej syrenie skojarzenia, pewnie przez kolory, sukienki z falbaniastym dołem a'la ogon i ogólną zwiewność i lekkość. Turbany przywodzą mi na myśl cudowne lata dwudzieste, przypomniałam też sobie o moim własnym czarnym turbanie, który dostałam dawno temu od nieistniejącego już vintage shopu- zdecydowanie muszę go poszukać. Kolejnym hitem kolekcji są legginsy o rozszerzanych nogawkach-genialny w swej prostocie pomysł. Mimo spektakularnego wrażenia, jakie robią te ubrania, większość z nich nadaje się do noszenia na co dzień, a że ceny są wyjątkowo przyjazne, kilka z nich pewnie szybko trafi do mojej szafy. Go Shumik! 





|ŁUKASZ STACHOWICZ|

Projekty Łukasza Stachowicza poznałam, kiedy nostalgiczna Lamperia wygrała tegoroczne Cracow Fashion Awards- chyba cały Kraków usłyszał wtedy o jego szklanych muszkach. Zaprezentowana w Łodzi kolekcja Robinson stoi moim zdaniem o stopień wyżej. Swoją drogą nazywanie kolekcji wychodzi projektantowi doskonale, każda z nazw nie tylko idealnie oddaje klimat kolekcji, ale i wywołuje szereg wspomnień i skojarzeń.

Wśród inspiracji do stworzenia kolekcji Stachowicz wymienia takie słowa-klucze jak wytrwałość, walka i przetrwanie. Wszystko to zobrazowane zostało w kolekcji bardzo dosłownie- mamy różnego rodzaju insekty (owadzi print=rewelacja!), sznurkowe wykończenia i ryby w roli akcesoriów. Proste, prawie klasyczne kroje (kolejny plus za długość midi, zarówno w przypadku spódnic jak i szortów-bermudów) przełamane są nietypowymi detalami, jak asymetryczny kołnierzyk czy kaptur przy koszuli. Projektant, jako jeden z niewielu podczas łódzkiego Fashion Weeku, wykorzystał moc scenografii, modele grzali się przy "ognisku na plaży", z muzyką na żywo w tle. Wszystko to sprawiło, że chętnie przygarnęłabym nie tylko damskie, ale i męskie elementy z kolekcji, to samo tyczy się owadziej biżuterii, zawahałabym się może tylko przy naszyjniku z homarów.



all pictures by me