Dzisiejszy odcinek dotyczy głównie zakupów w second handach i właśnie mi się przypomniało, że nie powiedziałam jednej z ważniejszych rzeczy. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z second handami, zdarzało mi się wpadać w swego rodzaju pułapkę- "hmm, nie wiem czy to mi się do końca podoba, ale w sumie jest tanie, więc wezmę". W efekcie w szafie kłębiły mi się ubrania, w których w ogóle nie chodziłam- jeżeli czegoś nie nosimy, to choćby kosztowało 3 zł, to zawsze będzie to o 3 zł za dużo.
January 31, 2012
January 30, 2012
|Spot Digging: Portobello Vintage|
Another place worth visiting in Cracow- Portobello Vintage Shop. Make sure to visit both of their stores, on Florianska and Slawkowska Street.
Portobello Vintage to drugi po Mulholland Drive vintage shop z prawdziwego zdarzenia, który otworzył się w Krakowie. Właściwie drugi i trzeci, bo funkcjonuje w dwóch lokalizacjach- na Floriańskiej i na Sławkowskiej. Pierwsza z nich oferuje bardziej codzienne ubrania, mocno amerykowate, zresztą duża część pochodzi właśnie z USA. Możemy się tam udać po szorty, ramoneskę, kowbojski kapelusz czy świąteczny sweter z bałwankiem. Trzeba pilnować numerów, bo sklep jest ukryty w bramie i wcale jest tak łatwo go znaleźć.
Portobello Vintage to drugi po Mulholland Drive vintage shop z prawdziwego zdarzenia, który otworzył się w Krakowie. Właściwie drugi i trzeci, bo funkcjonuje w dwóch lokalizacjach- na Floriańskiej i na Sławkowskiej. Pierwsza z nich oferuje bardziej codzienne ubrania, mocno amerykowate, zresztą duża część pochodzi właśnie z USA. Możemy się tam udać po szorty, ramoneskę, kowbojski kapelusz czy świąteczny sweter z bałwankiem. Trzeba pilnować numerów, bo sklep jest ukryty w bramie i wcale jest tak łatwo go znaleźć.





Drugi sklep, na Sławkowskiej (mój ulubiony!), oferuje bardziej eleganckie rzeczy- wieczorowe sukienki, pięknie zdobione kopertówki czy całą gamę nakryć głowy, od toczków, przez futrzane czapy, po welony i woalki. Jest też duży wybór biżuterii i trochę książek. Atmosfera faktycznie przypomina angielskie vintage shopy z okolic Portobello Road, a przeglądając rzeczy co chwilę wyławia się jakiś skarb. Duży plus za to, że sporo ubrań jest w małych rozmiarach, co wcale się tak często w tego typu sklepach nie zdarza. Więcej szczegółów opowie Wam sama właścicielka, prowadząca Portobello Vintage razem z mężem.
















W sklepie na Siennej swoje stanowisko ma także Bramble Lane, czyli minisklepik Chelsea z Australii, którą mogliście zobaczyć na zdjęciach powyżej. Są to japońskie notesiki, kalendarze, papierowe globusy, skórzane długopisy i inne piękne rzeczy, które przypominają mi o moim dziecięcym marzeniu o pracy w sklepie papierniczym. Nie tylko wymieniłam swój stary kalendarz, ale kupiłam też uroczy piórnik. Z racji tego, że posiadam jeden długopis, który w dodatku ciągle gubię, został przekwalifikowany na pokrowiec na obiektyw i godnie zastępuje czapkę, która pełniła tę funkcję do tej pory. Poniższe zdjęcia zrobiłam podczas wielkiej wyprzedażu w Mulhollandzie, ale Bramble Lane na co dzień funkcjonuje w Portobello.






|Portobello Vintage, Floriańska 30 & Sławkowska 9, Cracow|
Etykiety:
Spot Digging
January 28, 2012
|In France they kiss on main street|
It's been really freezing lately and my leather flying cap is the only thing that can keep me warm. When wearing it I can hardly hear what people are saying to me, but actually I consider is an upside. Have a great weekend!
Moja kolekcja zimowych okryć rozrasta się ostatnio w zastraszającym tempie. Ten płaszczyk, chociaż przeuroczy, do najcieplejszych nie należy, postanowiłam więc nadrobić solidną skórzaną pilotką a'la Gustlik z Czterech Pancernych. Oprócz tego, że grzeje jak żadna inna z moich czapek, ma jeszcze tę zaletę, że w zarodku rozwiązuje sporą część potencjalnych problemów- kiedy mam ją na głowie, dociera do mnie mniej więcej jedna trzecia tego co ktokolwiek do mnie mówi. Sukienkę w kolorze wina dostałam od Love, a złoty kołnierzyk, o który dużo osób pytało pod wtorkowym video, jest z Raramodo.
Moja kolekcja zimowych okryć rozrasta się ostatnio w zastraszającym tempie. Ten płaszczyk, chociaż przeuroczy, do najcieplejszych nie należy, postanowiłam więc nadrobić solidną skórzaną pilotką a'la Gustlik z Czterech Pancernych. Oprócz tego, że grzeje jak żadna inna z moich czapek, ma jeszcze tę zaletę, że w zarodku rozwiązuje sporą część potencjalnych problemów- kiedy mam ją na głowie, dociera do mnie mniej więcej jedna trzecia tego co ktokolwiek do mnie mówi. Sukienkę w kolorze wina dostałam od Love, a złoty kołnierzyk, o który dużo osób pytało pod wtorkowym video, jest z Raramodo.




| La Blash coat |Love dress |vintage hat from Mulholland Drive |Topshop bag |Asos boots |Raramodo via Pakamera collar |
Etykiety:
Outfits
January 26, 2012
|Some people ride the wave|
After months of searching I've finally found a nice and warm winter parka. The bad news is that my absolutely favourite pair of black skinnies died today. Instead of looking for new ones, I've decided to try my mums pair of 90's blue jeans and I absolutely love them.
Po długich poszukiwaniach i jeszcze dłuższym narzekaniu w końcu znalazłam porządną zimową kurtkę, właściwie parkę. Oprócz futerkowego obszycia ma jeszcze ciepłą, pikowaną podpinkę- absolutnie żadna zamieć nie jest mi teraz straszna.W moich ulubionych czarnych rurkach zrobiła się niezaszywalna dziura, więc w ramach protestu porzuciłam ten fason w ogóle i przerzuciłam się chwilowo na oldschoolowe zwężane jeansy z głębokich lat dziewięćdziesiątych. Zanim je przejęłam, należały do mojej mamy- ledwo je uratowałam przed wyrzuceniem, mama doszła do wniosku że są już tak niemodne i wypłowiałe, że nie nadają się nawet na spacery z psem. Moim zdaniem są super, no i żadne tarcie pumeksem i inne metody rodem z PRLu (nie mówiąc już o okropnych przetarciach prosto ze sklepu) nie dadzą jeansom tego specyficznego wyglądu, co długotrwałe noszenie- o ile oczywiście spodnie są dobrej jakości i wcześniej nie rozpadną się na strzępy. W roli dogrzewacza wystąpił czarny męski sweter z Levisa, a do tego wszystkiego wisienka na torcie- czerwony naszyjnik od Anny Ławskiej.
Po długich poszukiwaniach i jeszcze dłuższym narzekaniu w końcu znalazłam porządną zimową kurtkę, właściwie parkę. Oprócz futerkowego obszycia ma jeszcze ciepłą, pikowaną podpinkę- absolutnie żadna zamieć nie jest mi teraz straszna.W moich ulubionych czarnych rurkach zrobiła się niezaszywalna dziura, więc w ramach protestu porzuciłam ten fason w ogóle i przerzuciłam się chwilowo na oldschoolowe zwężane jeansy z głębokich lat dziewięćdziesiątych. Zanim je przejęłam, należały do mojej mamy- ledwo je uratowałam przed wyrzuceniem, mama doszła do wniosku że są już tak niemodne i wypłowiałe, że nie nadają się nawet na spacery z psem. Moim zdaniem są super, no i żadne tarcie pumeksem i inne metody rodem z PRLu (nie mówiąc już o okropnych przetarciach prosto ze sklepu) nie dadzą jeansom tego specyficznego wyglądu, co długotrwałe noszenie- o ile oczywiście spodnie są dobrej jakości i wcześniej nie rozpadną się na strzępy. W roli dogrzewacza wystąpił czarny męski sweter z Levisa, a do tego wszystkiego wisienka na torcie- czerwony naszyjnik od Anny Ławskiej.





| Mango parka | Levis sweater | vintage Lee jeans | Anna Ławska necklace |
A jeżeli macie ochotę poczytać coś dłuuugiego na dobranoc, to polecam mój tasiemcowy wywiad dla Ultra Żurnala.

Etykiety:
Outfits
January 24, 2012
|Education|
Dzisiejszy odcinek jest w większości poświęcony mojej szkole- jeżeli jesteście ciekawi szczegółów, więcej informacji znajdziecie na stronie CC i Viamody. Zapomniałam wspomnieć o najważniejszym- na zajęciach kreatywność aż iskrzy, w ogóle nie czuje się jakbym była w szkole, a przez następne kilka dni jestem naładowana energią i chęcią do działania. Myślę że wynika to także z tego, że kierunek trafia dokładnie w to, co najbardziej mnie w modzie pasjonuje, to studia jak stworzone dla mnie. Jeżeli macie jakieś pytania, to chętnie na nie odpowiem. I nie myślcie że nie wzięłam sobie do serca żadnych z sugestii pod poprzednim video- po prostu ten odcinek nakręciliśmy zanim jeszcze tamten pojawił się online. Enjoy!
Etykiety:
Video
January 23, 2012
|Spot Digging: Bagelmama|
Another great place to visit in Cracow- Bagelmama, great bagel bistro at Kazimierz, old jewish district. Make sure to try their sweet bagels with cream cheese, nutella and chopped walnuts- they're just scrumptious.
Z czym Wam się kojarzą bajgle? Bo mi zawsze i nieodłącznie z Nowym Jorkiem- pierwszą rzeczą, którą zrobię, kiedy w końcu wybiorę się do Stanów, będzie zjedzenie na Manhattanie bułki z dziurą w środku. A tymczasem, jak się niedawno dowiedziałam, bajgle pochodzą z...Krakowa. Dopiero w XX wieku wraz z żydowskimi emigrantami trafiły do USA i zyskały popularność. Założona przez nowojorczyka, położona w dawnej żydowskiej dzielnicy Krakowa Bagelmama łączy więc wszystkie elementy bajglowej tradycji. Możemy tam spróbować różnych wersji smakowych (są bajgle klasyczne, z makiem, cebulowe, a nawet wersja z rodzynkami i cynamonem), z przeróżnymi dodatkami. Ja chyba najbardziej lubię opcję nowojorską, z indykiem, humusem i kiełkami lucerny, ale bajgle na słodko, z serkiem śmietankowym, nutellą i orzeszkami też są genialne. Ostatnio postanowiłam spróbować czegoś nowego i zamówiłam w Bagelmamie zupę cebulową- nie była zła, ale nie była też szałowa, zdecydowanie wracam do bajgli, które są wspaniałe, chrupiące i w ogóle turbo. A na koniec jeszcze mały szczegół, niby drobiazg, ale sprawia, że lubię to miejsce jeszcze bardziej- oprócz standardowych "knajpowych" magazynów typu Lounge, znajdziemy tam też takie tytuły jak Vanity Fair, które zdecydowanie umilają czas oczekiwania.













Z czym Wam się kojarzą bajgle? Bo mi zawsze i nieodłącznie z Nowym Jorkiem- pierwszą rzeczą, którą zrobię, kiedy w końcu wybiorę się do Stanów, będzie zjedzenie na Manhattanie bułki z dziurą w środku. A tymczasem, jak się niedawno dowiedziałam, bajgle pochodzą z...Krakowa. Dopiero w XX wieku wraz z żydowskimi emigrantami trafiły do USA i zyskały popularność. Założona przez nowojorczyka, położona w dawnej żydowskiej dzielnicy Krakowa Bagelmama łączy więc wszystkie elementy bajglowej tradycji. Możemy tam spróbować różnych wersji smakowych (są bajgle klasyczne, z makiem, cebulowe, a nawet wersja z rodzynkami i cynamonem), z przeróżnymi dodatkami. Ja chyba najbardziej lubię opcję nowojorską, z indykiem, humusem i kiełkami lucerny, ale bajgle na słodko, z serkiem śmietankowym, nutellą i orzeszkami też są genialne. Ostatnio postanowiłam spróbować czegoś nowego i zamówiłam w Bagelmamie zupę cebulową- nie była zła, ale nie była też szałowa, zdecydowanie wracam do bajgli, które są wspaniałe, chrupiące i w ogóle turbo. A na koniec jeszcze mały szczegół, niby drobiazg, ale sprawia, że lubię to miejsce jeszcze bardziej- oprócz standardowych "knajpowych" magazynów typu Lounge, znajdziemy tam też takie tytuły jak Vanity Fair, które zdecydowanie umilają czas oczekiwania.













| Bagelmama, Dajwór 10 Street, Kazimierz, Kraków |
photos by me / photo of me by Ryfka
Etykiety:
Spot Digging
Subscribe to:
Posts (Atom)