March 29, 2012

|Wrap your troubles in dreams|

Every time it rains I promise myself that one day I'll stop loosing umbrellas and buy a really nice, stylish one. Well, that day hasn't come yet- I still use the cheap, crappy ones and leave them in every public transport vehicle possible. But soon I won't need any (hopefully!)- I'm going to Malta next week! Do you guys have any tips what to see, eat etc? Oh, and I'm wearing a silk quilted skirt, black leather jacket, and my favourite hat ever.  

Zawsze obiecuję sobie, że przestanę gubić parasolki i kupię sobie porządny, najchętniej męski parasol, który będzie nie tylko ochroną przed deszczem, ale i ozdobą. Na razie słabo mi idzie i nie chcę ryzykować żadnych poważnych inwestycji, bo wiem, że przy pierwszej lepszej okazji zostawiłabym mój superstylowy parasol w tramwaju, i dalej noszę wątpliwej urody składane parasolki za 12 zł. Poza tym, przydatnym dzisiaj, dodatkiem miałam na sobie jeden z moich największych skarbów ubraniowych- jedwabną, pikowaną spódnicę i jedno z największych ubraniowych zaskoczeń- zamszową (tak, zamszową, nie pseudozamszową) kurtkę, którą znalazłam kilka miesięcy temu wciśnięta gdzieś między zeszyty a groszek w Tesco, w dodatku przecenioną na 100 zł. Brakowało mi czarnej krótkiej kurtki, więc wrzuciłam ją razem z pomidorami do wózka i pomaszerowałam do kasy.

A na koniec mam prośbę- w przyszłym tygodniu lecę na kilka dni na Maltę (jupi!) i chciałam zapytać tych z Was, którzy mieli okazję już tam być, co warto zobaczyć, zjeść, generalnie będę bardzo wdzięczna za wszelkie informacje i wskazówki, najchętniej te pozaprzewodnikowe. Z góry dziękuję!



| vintage skirt | H&M shirt | F&F jacket | L Credi Bag | Aldo shoes |

March 26, 2012

|Spot Digging: Blekota Mlekota|

Have you ever tried rose flavoured ice cream? I ate them for the first time this Sunday in Blekota Mlekota, small caffee in my hometown, and they were delicious! Moreover, they matched my rose printed blouse perfectly- I swear it wasn't planned before!

W kwestii słodyczy jestem takim samym freakiem, jak w wielu innych dziedzinach życia. Nie lubię żadnych rozbuchanych deserów z kremami, z ciast akceptuję tylko suchy biszkopt, a najchętniej wybieram zwykłą mleczną Milkę, koniecznie bez żadnych dodatków. Nie przepadam też za lodami i właściwie jem tylko te ze słynnej małej lodziarni na Starowiślnej w Krakowie, tej do której latem ustawia się kolejka na pół ulicy - są fenomenalne. Ale będąc w niedzielę na bielskim rynku (którego nikt zresztą rynkiem nie nazywa), zauważyłam  nową lodziarnię o wdzięcznej nazwie Blekota Mlekota i mimo jej "muffinkowego" wystroju, który zrobił się ostatnio tak popularny, że nie mogę już patrzeć na żadne pastelowe ściany w paski, tacki z cupcake'ami i inne babeczkowe akcenty, stwierdziłam że nic nam nie szkodzi zajrzeć do środka. A kiedy weszłam tam ubrana w różowe spodnie i koszulę z różami (kupiłam ją w dużym vintage shopie Beyond Retro podczas mojej zeszłorocznej wyprawy do Sztokholmu) i zobaczyłam różane lody, stwierdziłam że nie mogę wyjść bez spróbowania chociaż jednej gałki. I były super, z miejsca zostałam zdeklarowanym różożercą. Wcale nie za słodkie, nie za mdłe, po prostu idealnie...różane. Jak kiedyś będziecie w okolicy, polecam wpaść i spróbować.



| Blekota Mlekota, Cieszyńska 1, Bielsko-Biała |

March 25, 2012

|I put a spell on you|

Yesterday I went to visit my gradma- I needed a comfy outfit, so I could help her out with some spring works, but I added this little clutch to make it a little bit more feminine. Oh, and I got my this old sewing machine and I just can;t wait to try it out!

Wczoraj pojechałam odwiedzić babcię- potrzebowałam wygodnego stroju, bo wiedziałam że będę pomagać w wiosennych pracach, ale żeby było choć trochę bardziej kobieco, zamiast dużej torby wybrałam kopertówkę ze złotymi okuciami. Kilka słów należy się przydużej koszuli, która awansowała ostatnio na pozycję absolutnie ulubionej. Biorąc pod uwagę, że moja garderoba składa się głównie z wielkich koszul, to całkiem spore osiągnięcie. Jest pięknie uszyta, po wewnętrznej stronie kołnierza, mankietów i przy guzikach ma kwiecistą lamówkę, a do tego materiał jest świetnej jakości. No i pasuje do mojej granatowej marynarki, która jest idealna na wczesną wiosnę, i starych dżinsów z działu dziecięcego H&M- często kupuję tam spodnie, bo to jedno z niewielu miejsc, gdzie mają taką długość, że nie muszę ich skracać. Buty kupiłam całkiem przypadkiem, pomagając mamie znaleźć wiosenny płaszcz- byłam naprawdę zaskoczona, że w Reserved znalazłam nie tylko ładne, ale i zrobione ze skóry botki. Czasem udaje mi się wypatrzeć u nich coś ciekawego, ale generalnie mam wrażenie, że to sieciówka, której zdecydowanie brakuje jakiejś myśli przewodniej i pomysłu na siebie. A na koniec hit- babcia podarowała mi swoją starą maszynę, więc zabieram się za naukę szycia. Jestem zupełnie zielona, więc wszystkie wskazówki, przydatne linki itp. są mile widziane, będę bardzo wdzięczna.



| vintage shirt and bag | Tommy Hilfiger vintage blazer from Mulholland Drive | H&M kids jeans | Reserved boots |

March 21, 2012

|High flying birds|

This is one of my favourite dresses ever- I wear it in spring, summer and autumn, it's just soo perfect. Yesterday I was wearing it with floral jacket, beige boots (I'm so into knee high boots right now!) and a simple, blue shopper bag

Biała sukienka z Mango jest jedną z moich absolutnie ulubionych i już nie raz pojawiała się na blogu. Była w odsłonie letniej, jesiennej, przyszedł czas na wersję wiosenną- zimowej raczej nie przewiduję. Pisałam też nie tak dawno o wielkim powrocie kozaków do mojej szafy- sprawa dalej aktualna, powoli uzupełniam niedobory. Ostatnio szukałam jakichś letnich, przewiewnych na cieplejsze dni i już prawie straciłam nadzieję, kiedy z pomocą przyszedł mi Mateo, ba, mogłam nawet pomarudzić i sama wybrać poziom flakowatości cholewek. A do tego wszystkiego chabrowa torba-bo tematycznie pasuje do kwiecistej kurtki dużo lepiej niż zwykła niebieska.



| Zara jacket | Mango dress | Mateo boots | My Bag via Pakamera shoppper | 

March 19, 2012

|Spot Digging: Massolit|

Today I'd like to show you one of my favourite places in my Spot Digging series, Massolit- an american bookstore and cafe at Felicjanek Street in Cracow. Cheap, amazing books together with deliciuos food and coffee make Massolit a must see place, definitely worth visiting.

Z antykwariatów, czyli miejsc, w których przecina się moje zamiłowanie do kupowania książek i uwielbienie do wszelkich staroci, jest mnie, o dziwo, trudniej wyciągnąć niż ze sklepu z butami. Mogę godzinami przerzucać tytuły na półkach, wyćwiczonym okiem szukając grubych tomów o Indianach, piratach, ewentualnie ukrytych skarbach albo dalekich podróżach- zostało mi chyba z dzieciństwa. A jeżeli jest to miejsce z dodatkowymi atrakcjami, to właściwie mogłabym tam zamieszkać. W Massolicie, polsko-amerykańskiej księgarni na Felicjanek, kilka minut od krakowskiego Rynku, znajdziemy ich całkiem sporo. Po pierwsze, wszystkie książki są anglojęzyczne i w większości kosztują niewiele, często są używane- to ogromny plus, bo zagraniczne książki w polskich księgarniach zwykle mają kosmiczne ceny. Po drugie, Massolit to także kawiarnia, możemy nie tylko napić się tam kawy albo zjeść brownie czy bajgla, ale też posilić się konkretniej zupą marchewkowo-imbirową czy porowo-ziemniaczaną, w równie przyjaznych co książki cenach. I po trzecie, przy odrobinie szczęścia możemy trafić na koncert czy slam- nadchodzące wydarzenia warto śledzić na stronie Massolitu, znajdziemy tam też katalog wszystkich tytułów dostępnych w sklepie. Podsumowując- przytulnie, przyjaźnie i bez zadęcia, prędzej spotkamy tam eleganckiego starszego pana w muszce niż licealistę w kolorowych Ray Banach, zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc w Krakowie!




| Massolit Books & Cafe, Felicjanek 4, Cracow |

March 17, 2012

|Back to front|

Spending a warm spring day on a roof is slowly becoming my little tradition. Maybe it's not warm enough to wear a summer dress yet, but shiny sweater and vintage hat were doing perfect job today. I'm also wearing my new beige lace ups with golden pannels- they're cute, but the leather is so thin, that after three days they look like I've been wearing them for years. 

Coroczny wiosenny dzień na dachu powoli staje się już u mnie tradycją- tym razem jeszcze nie w cienkiej sukience, ale już niedługo! Sweter, którego wzór bez większej przyczyny kojarzy mi się z harcerską lilijką, dobrze się zgrywa z czarnym kapeluszem i nową torebką, ale to akurat nic dziwnego, bo do niej w cudowny sposób pasuje absolutnie wszystko. Buty ze złotymi wstawkami to jeszcze wyprzedażowy łup, ale chociaż są śliczne, nie jestem z nich zadowolona- są pokryte tak cienką skórą, że po trzech wyjściach są już poobdzierane na noskach. Z drugiej strony ciągle się o coś potykam, głównie o własne nogi, więc nie jest to specjalnie zaskakujące. Ale teraz przynajmniej potykam się z przyjemnością, bo w końcu mamy wiosnę z prawdziwego zdarzenia!  


| vintage sweater and hat | Levis pants | Zara shoes | L.Credi bag | Elixa watch via Apart |

March 8, 2012

|Diary of dreams|

Springtime! After long, cold winter all I want to wear are bright pastels, I don't even feel like adding a stronger accents to my outfits. I let it be as girly and cute as possible. So I'm wearing a classic trench and a beige sweater over a two skater skirts combo and a powder pink blouse with a pair of lace up boots, which I've designed myself. Yup, thanks to Fun in Design I had an opportunity to choose all the shapes, colors and fabrics myself- it was a lot of fun and they came out even better than I imagined. Golden watch is the only jewellery I wear lately- I don't know if it's just me, but even though I have it on my hand every day, I still check the time on my phone- how weird is it?!

Już prawie wiosna! Po długiej zimie spędzonej w grubych swetrach i wielkich parkach chcę nosić wyłącznie dziewczęce pastele, nie czuję nawet potrzeby podkreślania ich jakimś mocniejszym akcentem. Niech będzie tak delikatnie jak tylko się da. Na pudrową bluzkę i zestaw dwóch rozkloszowanych spódnic narzuciłam klasyczny trencz, dodatkowo ocieplony beżowym swetrem, a na nogach mam sznurowane botki, które...sama sobie zaprojektowałam. Dzięki uprzejmości załogi Fun in Design, która udostępniła mi swoją aplikację, mogłam wybrać fason i kształt buta, wysokość platformy i obcasa, materiały, kolory i faktury- świetna sprawa, a buty wyszły jeszcze lepiej niż się spodziewałam i do tego są bardzo wygodne. Za całą biżuterię robi złoty zegarek- ostatnio odkryłam, że mimo że bez jakiegoś zegarka na ręce nie wychodzę właściwie z domu, to prawie nigdy nie patrzę na niego, żeby sprawdzić która jest godzina- zamiast tego grzebię w torebce, szukając telefonu. Pociesza mnie jedynie to, że nie jestem w tym dziwactwie osamotniona i sporo moich znajomych robi to samo.



|Morgan trench coat | vintage sweater | H&M skirts and belt | Mango blouse | Asos bag | Elixa via Apart watch|

photos by Marek Nowak